Co nowego?
W jednej z najpopularniejszych piosenek ubiegłego wieku maj był kojarzony z zapachem bzu i prawdopodobnie dużo lepszą pogodą niż tą, której doświadczamy obecnie.
Agnieszka Osiecka w utworze „Małgośka” opisuje Saską Kępę jako miejsce gdzie bzy, a właściwie lilaki pospolite stanowią nieodłączny element dekoracji ogrodów i skwerów, to rzeczywiście jedno z bardziej zazielenionych miejsc na mapie Warszawy, z klimatem który sprzyja uprawie roślin oraz odpoczynkowi.
Lilaki pospolite, które mylnie z początkiem XIX wieku, zaczęto nazywać bzem, przenosząc nazwę z czarnego bzu, na roślinę o fioletowych kwiatach, kwitną od połowy kwietnia nawet do końca czerwca, a kwiatostany są na tyle zebrane i wzniesione ku górze, że osiągają długość nawet 20 cm.
Ale czy rzeczywiście ten „szalony, zielony bez” pachniał na tyle intensywnie, by mógł przyprawiać o zawrót głowy, nie tylko autorkę tekstu?
Chcąc na dłużej zatrzymać zapach bzu nie należy go ścinać w ciągu dnia, a wczesnym rankiem lub późnym wieczorem. Przygotowując naczynie, w którym kwiaty będą się znajdowały nie zapomnijmy o wcześniejszym zanurzeniu gałązek we wrzątku, aby następnie umieścić je w chłodnej wodzie, którą należy zmieniać dwa lub trzy razy dziennie – szczególnie podczas wyższych temperatur.
Ale do sedna… co sprawia, że bez pachnie tak intensywnie? Bogactwo olejków eterycznych zawartych w roślinie powoduje, że odczuwamy zapach lilaka jako słodki i kwiatowy. Bez koi
i relaksuje, stąd jego szerokie zastosowanie w kosmetykach, świecach zapachowych oraz do produkcji odświeżaczy powietrza. Intensywność zapachu może jednak powodować osłabienie, zawroty głowy, migreny, a nawet duszności.
Niby bez, ale stosujmy z umiarem.
